Chociaż dziś na parkiecie pojawił się tylko na chwilę, nie został przyjęty przez kędzierzyńskich kibiców zbyt miło. Jakub Novotny – atakujący Skry do niedawna bowiem reprezentował jeszcze barwy Zaksy.
Rozstanie Czecha z klubem z Kędzierzyna, jak pamiętamy nie było zbyt profesjonalne. Zwlekał z podpisaniem nowego kontraktu, który już był przygotowany, by ostatecznie podpisać bardziej korzystny z drużyną mistrza Polski. W tej sytuacji każdy miał swoje racje – Novotny chciał zagrać w mocnej drużynie, która rywalizuje z najlepszymi w Lidze Mistrzów, zaś klub z Kędzierzyna poczuł się wyraźnie zawiedziony, kiedy ich najlepszy zawodnik, który „na dniach” miał przedłużyć kontrakt po prostu odszedł do innej ekipy, informując władze o swojej decyzji marnym SMS’em.
- Wiedziałem, o co chodzi, zawsze tak jest. To normalne. Mam nadzieję, że następnym razem tak nie będzie. Spędziłem tu dwa lata, które były super – mówił po meczu Novotny, zapytany o reakcję kędzierzyńskich kibiców podczas jego wejścia na boisko.
Dziś nie sprawdziła się stara siatkarska prawda mówiąca o tym, że kto nie wygrywa meczu prowadząc 2:0, ten przegrywa w tie-break’u. Mimo tego, iż kędzierzyńscy siatkarze zdołali doprowadzić do piątego seta, to jednak Skra okazała się zespołem o mocniejszym nerwach, który postawił „kropkę nad i” zdobywając dwa punkty w tym spotkaniu.
Po czwartym secie podopieczni Jacka Nawrockiego udali się do szatni.
- Trener mówił nam wtedy, że teraz nie chodzi o taktykę ani o technikę. Chodzi o to, żebyśmy wygrali i pokazali na co nas stać. Spróbowaliśmy więc to pokazać. W drugiej części tego tie-break’a Zaksa zrobiła dwa-trzy niewymuszone błędy, które nam bardzo pomogły - mówił czeski zawodnik.
Zwycięstwem nad Zaksą PGE Skra Bełchatów umocniła się na pozycji lidera tabeli PlusLigi. Na swoim koncie ma obecnie 32 punkty. O sześć „oczek” wyprzedza drugą w tabeli Częstochowę, o siedem dzisiejszego rywala – Zaksę, która jednak musi jeszcze rozegrać zaległy mecz z Jadarem Radom.
* wypowiedzi za Radiem Park FM
źródło: inf. własna