Do końca lutego drużyna PGE Skry Bełchatów rozegra dziewięć meczów. - Najgorsza nie jest liczba spotkań, ale pogodzenie ich z przygotowaniami - uważa Jacek Nawrocki, drugi trener zespołu.
Serię spotkań mistrzowie Polski rozpoczynają w piątek w Kędzierzynie-Koźlu, gdzie zmierzą się z drugą w tabeli PlusLigi Zaksą. W środę rozpoczynają rywalizację w Pucharze Polski - o prawo gry w finale (7 i 8 marca w Kielcach) rywalizują z Jastrzębskim Węglem. Pierwszy pojedynek odbędzie się w Bełchatowie (o godz. 18), a rewanż - 25 stycznia na Śląsku. W międzyczasie Skra zmierzy się jeszcze w PlusLidze z Delectą Bydgoszcz, Jadarem Radom i AZS Politechniką Warszawską. Zasadniczą część sezonu bełchatowianie zakończą ostatniego dnia lutego w Jastrzębiu. Tak więc w ciągu trzech dni dwukrotnie zagrają w nietypowej sali Jastrzębskiego Węgla. - Postanowiliśmy, że po Pucharze Polski nie będziemy już wracać do domu, ale zostaniemy na Śląsku. Dogadałem się już w tej sprawie z jastrzębskim klubem - mówi Konrad Piechocki, prezes PGE Skry.
To jednak nie koniec lutowych gier, bowiem w tym miesiącu drużyna z Bełchatowa rozegra dwa spotkania w Lidze Mistrzów - 11 z Dynamem w Moskwie, zaś tydzień później w Bełchatowie. Tak więc do zmęczenia meczami dojdzie podróż do stolicy Rosji. - Będzie ciężko, ale takie jest życie sportowca - mówi o lutowym terminarzu Mariusz Wlazły, kapitan Skry. - Jesteśmy tak przygotowani fizycznie, poza mną (śmiech), że damy radę. Poza tym jeśli komuś przytrafi się słabszy okres, to trenerzy mają możliwość manewru, bo nasza kadra jest liczna i wyrównana.
W PlusLidze Skra zagra w większości z zespołami z dołu tabeli, choć z warszawianami straciła w pierwszej rundzie punkt. Wyjątkiem jest Jastrzębski Węgiel. - Ale te spotkania będą przeplatane występami w Pucharze Polski i Lidze Mistrzów. Każde z nich jest ważne - zaznacza Nawrocki. Jego zdaniem luty to miesiąc, kiedy trzeba grać i równocześnie przygotowywać zawodników do ostatniej fazy sezonu - czyli play-off. - A to jest najtrudniejsze - twierdzi trener. Przypomina, że rok temu nie było takich problemów, ponieważ Skra była organizatorem Final Four, a w finale Pucharu Polski występowało osiem zespołów. - Wtedy kłopotliwa była bliskość obu turniejów - mówi. Nawrocki zapowiada też, że w lutowych meczach na pewno dużo więcej będą grać dotychczasowi zmiennicy.
źródło: Gazeta Wyborcza Łódź