Tomasz Swędrowski (Polsat Sport): Łukasz, nie grałeś dzisiaj, powiedz nam, co z Twoją kontuzją.
Łukasz Kadziewicz: Naciągnąłem mięsień pleców, nie jest źle, nie jest to jakaś straszna kontuzja. Teraz jest z godziny na godzinę lepiej. Wydaje mi się, ze potrzebuję dwóch-trzech, góra czterech dni, żeby dojść do siebie. Złapało mnie coś z tyłu w plecy, nie jest to uraz kostny, nie mam żadnych ucisków na nerwy. Po prostu delikatny skurcz mięśnia międzyżebrowego. Krzywo spadłem, może się nie dogrzałem, było chłodno na hali. Wydaje mi się, że to już idzie w dobrą stronę i ten pech w końcu nie tylko ode mnie, ale i od całej drużyny odejdzie.
Turniej się dla was skończył, przed nami turniej olimpijski, ale nie sposób powrócić do tego, co się tutaj stało. Wczoraj niezłe spotkanie w wykonani naszego zespołu. Dzisiaj, ja nie chcę używać słowa kompromitacja, ale bardzo słaba gra. Co się mogło stać w ciągu 24 godzin, ze tak to się posypało?
Nie wiem. Przyznam szczerze, że wczoraj tak naprawdę brakowało jednej piłki do szczęścia i i dzisiaj bylibyśmy w zupełnie innych nastrojach. Nie powiem, że to jest piękno sportu, bo dzisiaj nie wyglądało to dobrze. Liczę na wielką eksplozję świeżości, talentu i wysokiej formy na Igrzyskach, bo tylko tego możemy się chwycić w tym momencie.
To jeśli tak ma być to usprawiedliwiamy tę dzisiejszą porażkę. Dziękuję Ci bardzo.
Ja również dziękuję.
źródło: inf. własna / Polsat Sport