Siatkowka.net
Menu
Krzysztof Stelmach: Moja drużyna jest taką, o jakiej sobie myślałem.
06.03.2009 16:06 | Wywiady | Autor: Agnieszka Kruszczyńska

Kliknij na wybrane zdjecie aby je powiekszyc

- Nawet kiedy przegrywaliśmy 0:2, walczyliśmy do końca. Tego wymagam od drużyny - mówi Krzysztof Stelmach, trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

ZAKSA Kędzierzyn-Koźle zakończyła rundę zasadniczą na 2. miejscu. W 18 meczach odniosła 14 zwycięstw, zdobywając 40 punktów. Do Skry Bełchatów, która do fazy play-off przystąpi z pozycji lidera, straciła 5 oczek. W I rundzie play-off nasz zespół zagra z AZS-em Politechnika Warszawa.

Startując do sezonu, marzył pan o takim bilansie rundy zasadniczej - zapytaliśmy Krzysztofa Stelmacha, trenera ZAKSY.

- Wierzyłem w to, że z tą drużyną można dużo zrobić i na razie jesteśmy na dobrej drodze ku temu. Na razie, bo dopiero zrobiliśmy jeden krok. Obyśmy tylko nie zatrzymali się w miejscu lub nie zrobili kroku w tył.

Ktoś w pańskiej ekipie szczególnie pana zaskoczył, w wymiarze pozytywnym?

- Schodzimy na zły grunt, bo przez cały sezon nie powiedziałem o żadnym zawodniku, że grał dobrze lub źle. Nie wymieniłem żadnego nazwiska, taka jest moja zasada. Gdybyśmy startowali w szabli czy maratonie, to mógłbym wydawać indywidualne oceny. Każdy jeden zawodnik jest elementem całości i mogę rozmawiać tylko o drużynie jako całości.

Ta całość tylko w jednym meczu nie zdobyła punktu, co świadczy o ogromnej nieustępliwości. Taka właśnie była ZAKSA?

- Bardzo dobrze pan zauważył, że w 18 meczach tylko jeden przegraliśmy za zero punktów. To oznacza, że drużyna - czy było dobrze czy źle - cały czas walczyła. I nawet kiedy przegrywaliśmy 0:2, to walczyliśmy do samego końca. Tego wymagam od drużyny.

Nad tym charakterem pan pracował?

- Tak i moja drużyna jest taką, o jakiej sobie myślałem.

Z drugiej strony tylko w trzech spotkaniach nie straciliście seta. Czy to świadczy o braku pełnej koncentracji na dystansie całego meczu?

- Nie sądzę. Jak popatrzymy na całość ligi, to jest stosunkowo mało meczów kończących się wynikiem 3:0. W innych latach takich zwycięstw było o wiele więcej. Uważam, że liga z roku na rok jest mocniejsza i bardziej wyrównana. Nie ma takiego podziału jak kilka lat temu - na wielką czwórkę, a potem dół. Teraz jest dość dużo wyrównanych zespołów. W tym sezonie każdy potrafił wygrać z każdym. Było wiele meczów, które "na papierze” powinny się kończyć wynikiem 3:0, a kończyły się tie-breakami. Często teoretycznie słabsi wygrywali z mocniejszymi.

Po pierwszej serii meczów zapowiadał pan, że rewanże będą trudniejsze. Tak faktycznie było?

- Tak, bo wszyscy chcieli wygrać z ZAKS¡, która była na drugim miejscu. My jednak się obroniliśmy. Była też większa presja ze strony kibiców, mediów. Starałem się zespół bronić przed tym napięciem, nigdy nie powiedziałem, że musimy wygrać.

Ale na tym poziomie presji nie da się ominąć. Jest wpisana w zawód?

- Zgadza się, musimy sobie z tym dawać radę. Adrenalina jest potrzebna, by coś zdobywać.

Prawdziwa gra zaczyna się od play-offów. Jakie macie szanse w starciach z Politechniką?

- Zechcemy zrobić kolejne kroki do przodu. Ale nie będą to mecze łatwe, bo Politechnika udowodniła w czasie sezonu, że jest drużyną dobrą i nie jednemu rywalowi napsuła krwi. Nam zresztą też. W Warszawie przegrywaliśmy już 0:2, ale potrafiliśmy wygrać kolejne trzy sety.

Zwycięzca rundy zasadniczej zostaje mistrzem Polski, ta zasada obowiązuje od 7 lat. Skra znów zgarnie złoto?

- Nie wiem. Gdybym znał odpowiedź i wiedział, że na przykład przegram, to przez tydzień nie wychodziłbym na treningi.

To inaczej. Trenujecie przez najbliższe tygodnie, by pokrzyżować plany Skrze i zmienić zasady?

- Jasne, że tak.

Wygrana ze Skrą w Kędzierzynie dostarczyła najwięcej satysfakcji?

- Zwycięstwo nad Skrą w meczu, w którym przegrywa się już 0:2, dodaje skrzydeł. Po takim sukcesie drużyna jeszcze bardziej wierzy w siebie i swoje możliwości.

Zanim zaczniecie play-offy zagracie w turnieju finałowym Pucharu Polski. Z każdym z finalistów wygraliście po dwa mecze, to dobry prognostyk?

- Każdy mecz ma swoją historię. Jedno czy drugie zwycięstwo w sezonie z danym rywalem nie oznacza, że w następnym pojedynku też się go pokona. Do każdego meczu trzeba się przygotowywać jak do kolejnego bardzo ważnego występu i nigdy nie można patrzeć w tył. Bo za to wygranych nie dają.

 

Żródło: Nowa Trybuna Opolska



Komentarze

Najnowsze wywiady
Nawrocki: Trzeba sie przeprogramować
15.04.2010 22:44

Trener PGE Skry Bełchatów, Jacek Nawrocki opowiada o tym, jak katastrofa prezydenckiego samolotu i odwołanie turnieju Final Four wpłynęły na drużynę. Rozmawiacie w szatni o tragedii pod Smoleńskiem? - Nie wiem, co się dzieje w...»

Żygadło: Ważne było, aby być w tych dniach w Polsce...
14.04.2010 08:08

O polskim prezydencie, jedności Polaków oraz wszystkim, co wydarzyło się w Łodzi włoskim mediom mówił Łukasz Żygadło, tuż po powrocie do Trento. Wczoraj wieczorem rozgrywający Itas Diatec Trentino był gościem włoskiego radia...»

Bartosz Kurek: Cały czas się rozwijam
09.04.2010 12:51

Nie skończyłem na wysypisku zmarnowanych talentów, a na podium mistrzostw Europy i Klubowych Mistrzostw Świata - powiedział Bartosz Kurek. PRZEGLĄD SPORTOWY: Po mistrzostwach Europy i Klubowych Mistrzostwach Świata stał się pan...»

Zobacz newsy według słowa kluczowego:
 A   AZS   Bełchatów   Częstochowa   Daniel   Delecta   Final   Jastrzębski   kolejki   Konferencja   Liga   Liga:   Ligi   LŚ:   Lozano   mężczyzn:   Memoriał   Michał   Mistrzów:   Olsztyn   Paweł   PLS:   Plus   PlusLiga:   Podsumowanie   Polacy   Polaków   Polki   Polska   Polski   prasowa   Przed   Puchar   Resovia   Serie   siatkarzy   Skra   Węgiel   Wypowiedzi   Wywiad 

Copyright C 2002-2010 Siatkowka.net - siatkówka